Skończyło się M jak Miłość i potem nie było już nic. Tylko Lucjan - Wojownik Szos w postnuklearnym pyle, wśród upadku obyczajów sięgających skalą biblijnej Sodomy szuka zemsty za śmierć swojej Barbary...
Blog > Komentarze do wpisu

ODC. 5 - Noc żywych muchów

Zapada noc. Właściwie nie wiadomo kiedy, bo słońce nie przeświecało dzisiaj w ogóle przez gęste chmury nukrearnych pyłów. Lucjan orientuje się, że nie jadł kolacji. Jego żołądek ledwo co przypomina sobie, jak przyjemnie było trawić świeżo zrobiony biały ser ze szczypiorem z ogródka Barbary. Lucjan, jak kornik, chce ogryźć korę z uschniętej jabłoni i wtedy - o zgrozo - okazuje się się, że z miejsca ostatniego posiłku nie zabrał swojej sztucznej szczęki. Dla Lucjana to koszmar, nie chce być do końca życia skazany na kleiki ryżowe i mdły, zmiksowany krem z pora. Wsiada na motorower i ciemną nocą wraca do domu, w którym zjadł chomika.

Gdy Lucjan wchodzi do domu atakuje go rój much-zombi. Mieniące się fioletowo-zielono gównojadki z wystającymi gnijącymi zębami, powłócząc jedną nogą, skrzydłami kreślą w powietrzu koślawe znaki nieskończoności. Lucjan wyciąga zza pazuchy perfumę "Brutal". Psik, psik, psik - szybki ruch pozwala mu na ogląd sytuacji w pokoju. Dostrzega resztki swojej sztucznej szczęki leżące na stole. Wpada w szał. Packą na muchy zabraną z parapetu tłucze po ścianach, niosąc śmiertelne żniwo wśród i tak martwych już much. Sprawa nie jest jednak łatwa - spomiędzy desek, zza mebli wylatują coraz to nowe zombi. Much nie ubywa. Lucjan musi ratować się ucieczką. Wybiegając z domu zauważa na podwórku szlifierkę i sidła. Porywa je ze sobą i odjeżdża. Zagłuszające ryk silnika bzyczenie układa się w słowa "I want your brain!".

Robi się jaśniej. Lucjan siedzi przy szlifierce i obrabia sidła. Gdy robota jest skończona, przycięte na wymiar sidła wkłada sobie jako zęby do ust. KŁAP KŁAP! KŁAP KŁAP...

Złowrogi dźwięk jeszcze długo odbija się echem na pustkowiu. Lucjan już nie martwi się o pożywienie. Może zjeść wszystko, na co tylko pozwoli mu sumienie. Jego nowe metalowe zęby odsłaniają się w dzikim uśmiechu.

czwartek, 18 marca 2010, sharanchia

Polecane wpisy

Komentarze
2010/03/18 17:16:54
Pokłon tobie o Twórco! Lucjan mnie zaczarował, a muchy zombi powaliły na kolana. Kocham po prostu tego typu twórczość, a że należy ona do dość rzadkich, więc będę Cię męczyć o kolejne części. Minimalizm w najpiękniejszej postaci. Choć wcale, a wcale nie obraziłabym się gdyby części były odrobinkę dłuższe... :D
-
sharanchia
2010/03/19 13:09:45
Dziękuję, aczkolwiek jestem tylko tym, który dzieje Lucjana spisuje - scenariusz pisze samo post-nuklearne życie. Kolejne części będą, ale forma pozostanie niezmieniona. Może dlatego, że Lucjan nie ma zbyt wielu przemyśleń, a może dlatego, że nikt by nie czytał gdyby odcinki były dłuższe ;)