Skończyło się M jak Miłość i potem nie było już nic. Tylko Lucjan - Wojownik Szos w postnuklearnym pyle, wśród upadku obyczajów sięgających skalą biblijnej Sodomy szuka zemsty za śmierć swojej Barbary...
Blog > Komentarze do wpisu

ODC. 12a - Ominąć pecha

Po śmierci Hanżyny Marek optuje za zjedzeniem ciała argumentując to troską, by nie zostało zjedzone przez robaki, ale ostatecznie Lucjan przekonuje go, że każdemu zmarłemu człowiekowi należysię szacunek. 

Na pogrzebie Marek wygłasza płomienną mowę, w której wybacza Pawłowi Zduńskiemu - być może dlatego, że pośrednio on sam przyczynił się do śmierci ukochanej Hanki i Grażyny. Na trumnę Hanżyny pada pierwsza garść piachu...

Marek zachowuje się jak szalony. Szasta cytatami z Biblii i mówi coś o swoim królestwie. W pewnym momencie Lucjan nie wytrzymuje, staje nad Markiem jak ojciec. Bóg ojciec, mogliby rzec niektórzy. Sypią się pioruny, zaczyna wiać potężny wicher. Tumany kurzu i piasku zasłaniają cały widok...

Gdy pogoda się uspokaja Marek wciąż drży ze strachu. Lucjan mówi mu, że powinien znaleźć ziemię obiecaną, zamiast niepotrzebnie robić zamęt i niszczyć ludzi, których kocha.

Lucjan odpala motor, bierze Piotra na tylne siedzenie. Jadą dalej szukać winnych Wybuchu i znaleźć Kingę.

poniedziałek, 07 października 2013, sharanchia

Polecane wpisy